- Siouxie and the City / blog kosmetyczny
Perła młodości czyli inteligentna linia kremów Perle Bleue

Perła młodości czyli inteligentna linia kremów Perle Bleue

Kremy anti-aging powinnyśmy stosować nie tylko, gdy na naszej twarzy już pojawiły się zmarszczki. Kremy przeciwzmarszczkowe należy aplikować na skórę już w młodszym wieku, aby zapobiec w przyszłości zbyt szybkiemu pojawianiu się pierwszych zmarszczek. Po 30 roku życia, oprócz pierwszych zmarszczek często pojawiają się też przebarwienia, owal naszej twarzy staje się mniej symetryczny a skóra zaczyna tracić swoją jędrność. I teraz pomyślmy ileż to kremów musiałyśmy stosować, aby zadziałać na wszystkie powyższe problemy skóry? Dlatego też na rynku pojawiają się tzw. kremy inteligentne - czyli takie, które swoim działaniem mają za zadanie rozpoznać problemy naszej skóry i zadziałać właśnie tam, gdzie skóra tego najbardziej potrzebuje. 


Linia Perle Bleue to właśnie takie inteligentne kremy - stworzone dzięki wykorzystaniu metod biotechnologicznych, za pomocą których pozyskano ekstrakt z algi śnieżnej. Ich działanie polega na stymulowaniu ekspresji genu KLOTHO, który koduje proteinę młodości a tym samym utrzymuje ją w stanie żywotności i stałej aktywności. Alga śnieżna znajduje swoje schronienie głęboko pod śniegiem i warstwą lodu i potrafi przetrwać nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Wykorzystuje zimno do zatrzymania swojego zegara biologicznego a teraz pomaga zatrzymać i nasz tykający nieubłaganie zegar biologiczny. 


Perle Bleue to spersonalizowana linia o potrójnej sile działania, w której skład wchodzi Krem na dzień Perle Bleue Visage Care Moisturise, Krem na noc Perle Bleue Active Retention Age oraz Serum CLOTHO GEN. 


Dzięki kremowi na dzień, nasza skóra otrzymuje silną ochronę przed czynnikami, które niszczą włókna kolagenowe a dzięki temu odzyskuje miękkość i utracony blask. Dzięki kremowi na noc - w czasie snu regeneruje nasze komórki szybciej niż tradycyjne kremy a serum CLOTHO GEN to istny eliksir młodości zamknięty w niewielkiej ampułce (5 ml) z pipetką - to maksymalna koncentracja ekstraktu z zatrzymującej czas algi śnieżnej. 


Udowodniono, że na skutek obniżonej ekspresji genu KLOTHO, nasza skóra szybciej się starzeje. Natomiast wysoka ekspresja tego genu to właśnie klucz do długowieczności komórek naszej skóry. Alga śnieżna, poprzez zwiększanie aktywności tego genu dodaje energii starzejącym się komórkom i pomaga przywrócić skórze jędrność, młodzieńczy blask, elastyczność no i co najważniejsze w widoczny sposób wypełnia zmarszczki. 


 Główne składniki aktywne Perle Bleue to:
  • Kompleks Dermcom (krokus i akacja senegalska) - regeneruje komórki i pomaga odwrócić proces starzenia się skóry;
  • Kolagen - działa odmładzająco oraz sprawia, że skóra staje się gładka i sprężysta;
  • Trehaloza 100 - chroni komórki skóry przed skutkami stresu oksydacyjnego;
  • Olej makadamia - pomaga ujędrnić skórę i tym samym zredukować zmarszczki i bruzdy;
  • Estry jojoby - głęboko odżywiają i nawilżają skórę, zapewniając jej młodszy i promienny wygląd;
  • Olej z szałwii hiszpańskiej - zwiększa elastyczność skóry i zmniejsza przebarwienia;
  • Robinia akacjowa - stymuluje proces odnowy naskórka i pomaga odzyskać blask i witalność naszej skóry. 


Aplikacja kremu Perle Bleue Visage Care Moisturise to dla mnie codzienny poranny rytuał. Stosowałam ten krem podczas wakacji w Bułgarii tuż przed posmarowaniem twarzy kremem BB z filtrem SPF 50 i wyjściem na plażę. Krem ma bardzo delikatną konsystencję - praktycznie jedwabistą, która otula skórę, rewelacyjnie i szybko ją nawilża oraz co najważniejsze doskonale się wchłania nie pozostawiając na twarzy tłustego filmu. Jest po wchłonięciu kompletnie niewyczuwalny na naszej buzi. Krem idealnie nadaje się pod każdy podkład - nie rolkuje się a w dodatku nadaje skórze aksamitną gładkość i przedłuża trwałość podkładu. 


Rytuał przed snem za pomocą Perle Bleue Active Retention Age to już wyższa szkoła jazdy - mamy bowiem w zestawie krem, serum CLOTHO GEN w ampułce z pipetką oraz szpatułkę. Za pomocą szpatułki nabieram niewielką ilość kremu, nakładam ją na oczyszczoną dłoń i następnie pipetą nabieram serum, które dodaję do dawki kremu. Szpatułką dokładnie łączę ze sobą te dwa składniki aż uzyskam jednolitą konsystencję i delikatnie opuszkami palców wklepuję. Krem na noc w połączeniu z serum nie wchłania się już tak szybko jak krem na dzień, ale przed snem kompletnie mi to nie przeszkadza. Po jakiś 10 minutach krem+serum są już wchłonięte i mogę iść spać. 


Serum CLOTHO GEN w połączeniu z kremem na noc powoduje, że skóra regeneruje się szybciej niż w ciągu dnia. To taki nasz nocny kompres a skóra rano jest doskonale nawilżona, bardziej jedwabista w dotyku i co najważniejsze wyraźnie uspokojona. Moja skóra pełna jest nie tylko przebarwień posłonecznych, ale i tych po krostkach. Taka nocna kuracja sprawia, że skóra z każdym dniem rozjaśnia się a zaczerwienienia znikają.

Podoba mi się idea dwuskładnikowej kuracji na noc. Wieczorem mamy bowiem trochę więcej czasu aby poświęcić go na taki rytuał łączenia składników. Oczywiście w ramach tzw. kuracji szokowej możemy aplikować serum wyłącznie punktowo uwzględniając tylko te miejsca, które sprawiają nam największe kłopoty (kurze łapki, zmarszczki palacza, przebarwienia). 

Ampułka jest niestety niewielka i z pewnością nie starczy nam do cowieczornej aplikacji do każdej dozy naszego kremu. Dlatego też z największym pietyzmem aplikuję serum na moje przebarwienia, które wyraźnie się rozjaśniły, a co najważniejsze, nawet podczas opalania w Bułgarii nie pogłębiły się. 


Linia kosmetyków Perle Bleue to pielęgnacja luksusowa a tym samym niezbyt tania (zestaw kremu na noc wraz z serum kosztuje bowiem 237 zł). Jako posiadaczka cery bardzo wymagającej stawiam na kremy i sera z wysokiej półki a linia Perle Bleue z pewnością do niej należy. Abstrahując od przepięknych opakowań - kremy są w bliźniaczych podobnych do kostki lodu opakowaniach - za ceną idzie rzeczywiście ich działanie. Jedyny minus tych cudownych opakowań to fakt, iż nie są oznaczone. Dlatego też wzięłam marker i na spodzie każdego z nich narysowałam sobie słoneczko i księżyc - w ten sposób rozpoznaję swoje kremy :)

Wyjątkowo zachwycił mnie krem na dzień Perle Bleue i jego aksamitna konsystencja, która sprawia, że mój makijaż osiąga nowy wymiar. Dodatkowo, odkąd stosuję linię Perle Bleue, moja dotąd usiana pryszczami skóra w obecnej chwili jest praktycznie nieskazitelna. Punktowe preparaty na pryszcze poszły aktualnie w odstawkę i chociaż producent nie wspomina nic o działaniu przeciwtrądzikowym, to jestem przekonana, że to właśnie dzięki tym kremom mogę pokazać się na ulicy bez makijażu. 


Oczywiście każda skóra jest inna i same doskonale wiecie, że w rożny sposób reagujemy na kremy i zawarte w nich składniki. Nie obiecuję Wam po użyciu produktów Perle Bleue cudownego odmłodzenia w 30 dni czy też magicznej transformacji z 50-latki w 30-latkę. Ja po prostu widzę na swojej buzi dużą poprawę i może to siła sugestii a może to jednak Perle Bleue.


Welcome to smashing LA czyli Smashbox L.A. Lights Blush & Highlighter

Welcome to smashing LA czyli Smashbox L.A. Lights Blush & Highlighter

Nowa paleta L.A. Lights Blush & Highlighter Smashbox Cosmetics łączy w sobie dwa odcienie różu w różnych tonacjach – jednym realistycznym i jednym nasyconym – z idealnie dopasowanym rozświetlaczem, by odtworzyć magię Los Angeles. W Los Angeles byłam i doskonale wiem, jak wygląda zachód słońca nad Oceanem w Venice Beach czy Laguna Beach a ta paleta to istna kwintesencja zachodzącego słońca w LA.


Trwałe i bezpieczne w użyciu róże Smashbox nigdy nie tworzą smug ani nie blakną. Zachwycający kolor zawdzięczają intensywnym pigmentom. Teraz dzięki tej paletce możemy osiągnąć idealny kolor różu na swojej skórze – od subtelnie rozświetlającej brzoskwini po spektakularny koralowy róż. 


Paleta Smashbox L.A. Lights Blush & Highlighter występuje w dwóch wariantach kolorystycznych - Pacific Coast Pink oraz posiadany przeze mnie Culver City Coral. Rozjaśniacz uwydatnia kości policzkowe i nadaje skórze naturalnego blasku, a dwa odcienie różu stworzą promienny, czarujący kolor na policzkach. 


A jeśli nakładanie różu sprawia nam kłopot? Możemy skorzystać z dołączonego przewodnika #SHAPEMATTERS zawierającego krok po kroku wskazówki profesjonalnego artysty odnośnie nakładania kosmetyku z uwzględnieniem pięciu kształtów twarzy.


Paletki Smashbox L.A. Lights Blush & Highlighter kosztują 149 zł i mozna je kupić oczywiście w drogeriach Sephora. Dzięki nim możemy poczuć się jak prawdziwe California Girls!

Zmysłowe usta każdego dnia czyli reportaż z modelowania ust w PROFEMED Medycyna Estetyczna

Zmysłowe usta każdego dnia czyli reportaż z modelowania ust w PROFEMED Medycyna Estetyczna

Od zawsze miałam kompleks zbyt wąskich i małych ust. U mnie to rodzinne - odziedziczyłam je po Babci. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga i prezentować na ustach pomadki chciałam, aby moje usta były większe ale... oczywiście bez przesady. Moim marzeniem nie były nigdy usta Angeliny Jolie czy tym bardziej "pontony" naszych niektórych celebrytek, których "karpi pyszczek" wcale nie jest estetyczny. Chciałam, aby moje usta nadal wyglądały normalne ale były po prostu pełniejsze. 


Od 4 lat, czyli mniej więcej od momentu, kiedy zostałam blogerką powiększam delikatnie usta. W końcu nadszedł czas, kiedy po poprzednim zabiegu nie było prawie śladu i ponownie postanowiłam poddać się zabiegowi. Postawiłam na PROFEMED Medycyna Estetyczna, która należy do Grupy LUX MED. Już kilkakrotnie poddawałam się zabiegom w centrum PROFEMED, która mieści się w warszawskim hotelu Marriott i mam zaufanie nie tylko do lekarzy ale i kosmetologów tam pracujących. 


W końcu nadszedł wyczekiwany dzień umówionej wizyty i cieszyłam się już od rana, że moje usta będą w końcu takie, jakie sobie wymarzyłam. Wizytę w gabinecie poprzedziło wypełnienie karty oraz podpisanie zgody na wykonanie zabiegu. Pan doktor Przemysław Styczeń na wstępie przeprowadził ze mną wywiad - pytał czego oczekuję i dokładnie opisał jak będzie wyglądał zabieg (chociaż dla mnie była to pierwszyzna). Na pierwszy ogień poszło oczywiście znieczulenie maścią Emla. Moje usta zostały posmarowane maścią i dokładnie przykryte folią, aby znieczulenie lepiej zadziałało i powiem Wam szczerze, że leżenie przez 40 minut w tej folii jest chyba najmniej przyjemną częścią całego zabiegu powiększania ust. 


Znieczulenie maścią Emla jest bardzo mocne - podczas zabiegu kompletnie nic nie czujemy i możemy zamknąć oczy (jeśli nie lubimy widoku igieł) i poddać się wprawnym dłoniom lekarza. A muszę przyznać, że Pan doktor Styczeń od samego początku wzbudził moją sympatię i okazał się świetnym i bardzo empatycznym specjalistą. 


Wypełniacz, jaki został użyty do zabiegu modelowania moich ust to Emervel Lips. Emervel Lips Lidocaine jest żelem polimerowym jednofazowym, izotonicznym, sterylnym, niepirogennym oraz biowchłanialnym składającym się z usieciowanego kwasu hialuronowego pochodzenia niezwierzęcego. Kwas hialuronowy jest polisacharydem, naturalnym składnikiem skóry i tkanki łącznej.


Zabieg za pomocą Emervel Lips Lidocaine polega na zwiększaniu objętości skory właściwej ust przez okres od 6 do 9 miesięcy. Proces korekcji trwa przez cały czas wchłaniania się preparatu, które jest kontrolowane dzięki usieciowaniu kwasu hialuronowego za pomocą czynnika BDDE. Za pomocą preparatu można korygować całą okolicę ust poprzez: zwiększenie objętości czerwieni wargowej, modelowanie konturu ust, wypełnienie drobnych zmarszczek wokół ust i uniesienie kącików ust.


Pan doktor Styczeń w dolną i górną wargę podał odpowiednio dobraną ilość kwasu hialuronowego tak, by uzyskać pożądany przeze mnie i ustalony z nim podczas konsultacji kształt. Bo przecież zasadą medycyny estetycznej jest uwypuklanie naszego naturalnego piękna a zabieg ma korygować i upiększać bez efektu „sztuczności i przerysowania”. Po aplikacji preparatu doktor dokładnie masował wargi, by rozprowadzić tym samym preparat i wymodelować pożądany kształt ust. 


Co ciekawe, pozostałą część preparatu, doktor wstrzyknął w bruzdy przy ustach i nosie aby zniwelować powstające zmarszczki - to również bezpieczny wypełniacz zmarszczek i nic się nie marnuje!


Usta po zabiegu były oczywiście delikatnie obrzmiałe, ale już na drugi dzień poszłam do pracy i wyglądałam doskonale. Usta stały się pełniejsze, kąciki ust delikatnie uniesione, a dolna warga odrobinę większa od górnej - taki efekt własnie chciałam uzyskać, bo takie są kanony proporcjonalnych ust - wyjaśnił mi pan doktor Styczeń. Jak widać na zdjęciu - był bardzo zadowolony z wykonanego zabiegu a ja również byłam zachwycona!


Chciałabym w tym poście obalić również mity na temat powiększania ust. W usta nie wstrzykujemy botoksu, jak często można usłyszeć od osób, które kompletnie się nie znają na medycynie estetycznej i będących jej przeciwnikami - w usta lekarz podaje kwas hialuronowy, który jest naturalnym składnikiem naszego organizmu i który wchłania się w przeciągu kilku następnych miesięcy. Najważniejsze, aby oczywiście najpierw wybrać renomowaną klinikę, sprawdzonego lekarza i obdarzyć go zaufaniem. Bo dobry lekarz nas nie oszpeci - dobry lekarz nie zrobi nam napompowanych ust jak u Natalii Siwiec - dobry lekarz wydobędzie z nas naturalne piękno.

A tak wyglądałam jakieś 5 lat temu, kiedy jeszcze miałam długie włosy i malutkie usteczka

Zabieg powiększenia ust jest skierowany do wszystkich osób, bez względu na wiek (oczywiście pełnoletnich), które nie są zadowolone z kształtu swoich ust, mają nieharmonijną linię warg, i których problemem są pozbawione elastyczności oraz objętości usta. To również doskonały zabieg dla tych, którzy chcą podkreślić atuty swojej urody i uwypuklić ich naturalne piękno. Sam zabieg jest bardzo komfortowy i praktycznie bezbolesny. Niewielki obrzęk ust zazwyczaj ustępuje po 2-3 dniach a właściwy, ostateczny kształt ust formuje się po około dwóch tygodniach od zabiegu.


Ile kosztuje zabieg modelowania ust? To oczywiście zależy od kliniki w której go wykonujemy i od preparatu, jaki zostanie wykorzystany. Ceny kształtują się od 1000-1500 zł ale ja uważam, że inwestycja w nasze lepsze samopoczucie jest bezcenna!


Dla tych z Was, które zdecydują się na zabieg powiększenia ust w PROFEMED Medycyna Estetyczna i podadzą hasło Siouxie, zabieg kosmetyczny Dottore Retino Booster możecie wykonać z 50 % rabatem (normalnie kosztuje 350 zł).  
Cztery Szpaki czyli mydlarnia z duszą i z sercem

Cztery Szpaki czyli mydlarnia z duszą i z sercem

Po kosmetyki naturalne sięgam dość rzadko. Jestem snobką i lubię kosmetyki znanych marek ale są takie firmy, które od razu chwytają za serce i taka też jest rodzinna mydlarnia Cztery Szpaki. cztery Szpaki to młoda, rodzinna firma prowadzona przez Tomka i jego żonę - pomagają im oczywiście synowie - Józio i Jurek. I chociaż chłopaki mają 2 i 3,5 roku, to jak mówi Tomek "wprowadzają do firmy twórczy chaos".


Tomek z żoną założyli własną mydlarnię, bowiem od zawsze robili coś z niczego -  zajmowali się szeroko pojętym rękodziełem: warzyli piwo, robili sery i ubrania. O tradycyjnie wytwarzanych kosmetykach przeczytali kilka lat temu na przypadkowo znalezionym amerykańskim blogu i totalnie przepadli. Piwo i sery poszły w odstawkę, Tomek i jego żona skupili się na mydle. Na początku nie myśleli o robieniu na tym pieniędzy, jednak ich kosmetyki znikały wśród rodziny, bliższych i dalszych znajomych, tak szybko, że… nie mieli wyjścia i postanowili skierować przedsięwzięcie na profesjonalne tory.


Od początku radość "szpaków" wzbudzał fakt, że można robić kosmetyki bez dodawania do nich niepotrzebnej chemii, utrwalaczy, parabenów, dziwnych barwników. Szpaki hołdują zasadzie: "nie używamy w naszych produktach żadnej chemii. Robimy dobre zdrowe rzeczy i cieszymy się, że możemy się nimi z Wami podzielić". Czyż ich filozofia nie jest piękna?


Cztery Szpaki to oczywiście w głównej mierze naturalne, ręcznie wykonywane mydełka ale nie tylko. W ofercie Szpaków mamy bowiem musy do ciała, peelingi, herbaty do kąpieli oraz hydrolaty. Wszystko mega naturalne i delikatne dla naszej skóry. 

Mydła są tworzone ręcznie metodą na zimno. szpaki nie używają maszyn i skomplikowanych algorytmów – cały proces to czyste rzemiosło. Każda kostka mydła jest dzięki temu inna i nie zawsze wygląda tak, jak ta na zdjęciu w internecie. Wszystkie produkty są tworzone bez użycia surowców pochodzenia zwierzęcego.


Moje serce podbił peeling Róża i Baobab - cukrowo-różany o zapachu drzewka różanego i grejpfruta. Peeling, dzięki cząstkom pestek dzikiej róży i kryształkom cukru trzcinowego, idealnie złuszczy martwy naskórek i pobudzi krążenie. Oleje w nim zawarte pozostawią skórę gładką, nawilżoną i odżywioną.Zawarty w nim Olej z baobabu wspomaga regenerację skóry, nawilża i odżywia, zawiera witaminy: A, E, D i F. Masło shea to bomba witaminowa – dzięki niemu skóra wygląda młodziej, jest odżywiona, nawilżona i sprężysta. Olej jojoba działa antyoksydacyjnie, nawilża i zmiękcza, a olej lniany pomaga utrzymać gospodarkę wodno-tłuszczową skóry w zdrowej równowadze i wspomaga usuwanie wolnych rodników. Wszystkie oleje użyte w peelingu są nierafinowane i tłoczone na zimno. Naturalne olejki eteryczne – z drzewka różanego i grejpfruta – oprócz wspaniałego aromatu, zapewnią Ci odprężenie i poprawę nastroju. Peeling kosztuje 32 zł i ma 6 miesięcy ważności. 


Drugim ulubionym produktem od Szpaków jest puszysty Mus do ciała Konopie i Pomarańcza. Jego energetyzujący zapach pobudza o poranku a skóra po jego zastosowaniu jest doskonale nawilżona i jedwabiście gładka. Mus po zetknięciu ze skórą zamienia się w aromatyczny olejek, ale nie tłuści on skóry - bowiem tego nie lubię. Okrywa skórę delikatnym woalem a ta w mig odzyskuje spręzystość i gładkość. 

Mus do ciała skomponowany został z masła shea i tłoczonych metodą na zimno olejów: kokosowego, konopnego, lnianego i oleju arganowego. Produkt ma konsystencję gęstej bitej śmietany, która rozpuszcza się po zaaplikowaniu na skórę i momentalnie się wchłania. Olejki eteryczne: mandarynkowy, pomarańczowy i imbirowy przywołują skojarzenie z ciepłem, słońcem i radością życia. I taki właśnie jest ten mus. Kiedy po raz pierwszy go użyłam, powiedział "ojej, magia" nabieramy go bowiem a on pod wpływem ciepła naszego ciała całkowicie zmienia swoją puszystą konsystencję i zamienia się w olejek. Data przydatności to rok. Mus kosztuje 29 zł.


Mydło do włosów na konopnym sznurku? Tego jeszcze nigdy nie miałam. Mydło, dzięki wysokiej zawartości oleju rycynowego, sprawi, że włosy staj się silniejsze, gęstsze, dobrze się rozczesują a po jego zastosowaniu nie jest konieczna nawet odżywka. Mycie włosów tym mydłem to ogromna przyjemność – piana jest gęsta, obfita, kremowa - to co uwielbiam! A fajny sznurek z pętelką pozwala powiesić mydło pod prysznicem oraz pomoże dobrze chwycić kostkę. Szampon rekomenduje też mężczyznom, którzy nie lubią stosować tradycyjnych "kobiecych" szamponów. 


Do cery problematycznej z niedoskonałościami polecam szczególnie naturalne mydełko Różowy Grejpfrut z glinką francuską. Mydło z gęstą, stabilną i kremową pianą – doskonałe nadaje się do mycia całego ciała, twarzy a nawet włosów (dzięki dodatkowi oleju rycynowego). Przyjemny grejpfrutowy aromat pobudza i wprowadza w dobry nastrój. Różowa glinka francuska dodana do mydła zawiera mikroelementy, które tonizują, oczyszczają, wyrównują koloryt skóry, a nawet minimalizują widoczność blizn. Ja tym mydłem myłam ciało oraz twarz. Skóra jest doskonale oczyszczona, pory odblokowane a wypryski na buzi pojawiają się dużo rzadziej. Cena tego mydełka to 16 zł a data ważności to rok.


Na uwagę zasługuje również czarne jak sadza mydło węglowe. co prawda jeszcze się za nie nie zabrałam, ale to mydło to również panaceum dla cery problematycznej. Dodany do mydła węgiel aktywowany absorbuje zanieczyszczenia, otwiera i oczyszcza pory, rozjaśnia i wyrównuje koloryt skóry. Pomimo czarnego koloru kostki – piana jest śnieżnobiała, bąbelkowa. Mydło polecane dla cery zaskórnikowej, trądzikowej, łojotokowej, z przebarwieniami. Jego cena to 16 zł.


Jako wielka fanka tonizowania skóry oraz hydrolatów - postawiłam na hydrolat lawendowy zamknięty w szklanej buteleczce z atomizerem. Hydrolat ma delikatny zapach lawendy i po prostu psikam sobie nim na buzię nadmiar zmywając delikatnie wacikiem. 

Hydrolat (woda kwiatowa) powstaje podczas destylacji kwiatów, po oddzieleniu olejku eterycznego. W jego skład wchodzą rozpuszczalne w wodzie cząstki roślinne oraz niewielka ilośc olejku eterycznego. Hydrolat lawendowy polecany jest do każdego rodzaju cery. Działa kojąco, łagodząco, gojąco, antyoksydacyjnie i regenerująco. Zastępuje tonik i mgiełkę do twarzy i ciała. Doskonale działa na włosy farbowane, sprawia że kolor nie płowieje, a włosy dłużej wyglądają świeżo - o tej opcji jeszcze nie próbowałam :) Ale fakt, iż skóra twarzy tonizowana tym hydrolatem odzyskuje wewnętrzny blask, jest dobrze nawilżona i uspokojona. Hydrolaty u szpaków kosztują 26 zł a oprócz lawendowego w ofercie znajdziecie też hydrolat jaśminowy oraz z róży damasceńskiej.


Jeśli jesteście fankami natury, szukacie nietuzinkowych kosmetyków z duszą i sercem, to koniecznie zajrzycie do mydlarni Cztery Szpaki, a gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie. Tomkowi i jego żonie życzę dalszych sukcesów i tego aby Cztery Szpaki rozwijały się dalej i produkowały coraz więcej tak wspaniałych i pachnących kosmetycznych smakołyków.