poniedziałek, czerwca 02, 2014

Plump Up Your Lips czyli o tym jak powiększyłam sobie usta

Jak co roku mniej więcej o tej porze, poddaję się zabiegowi powiększenia ust. Przyznam szczerze, że nie pamiętam już jak wyglądają moje naturalne usta, póki nie spojrzę na stare zdjęcia (powiększam je od 3 lat) ale generalnie zawsze były bardzo wąskie i pomadka czy błyszczyk były na nich praktycznie niewidoczne - a dla blogerki kosmetycznej to przecież niedopuszczalne! 


Tym razem oddałam się w ręce Pani dr Anny Leśniewskiej z Gabinetu Dermea, która poleciła aby zastosować wypełniacz Volbella , który  nie tylko bardzo delikatnie powiększy usta ale i je nawilży. Do tej pory stosowałam wypełniacz StylAge Lips, który utrzymywał mi się ok. 8 miesięcy. Volbella utrzymuje się nawet do 12 miesięcy.


Volbella to najnowszy produkt z serii wypełniaczy na bazie kwasu hialuronowego przeznaczony do korekty ust i ich okolic. Stosuje się go w zabiegach stawiających za cel, nie tylko przywrócenie im naturalnej objętości, ale również zarysowania ich kształtu, wygładzenia pionowych linii warg i zagłębień w kącikach. Jednocześnie VOLBELLA, niweluje tzw. linie marionetki, biegnące od kącików ust do podbródka. Jej innowacyjne działanie polega przede wszystkim na zapewnieniu mniejszego obrzęku po zabiegu i zapewnieniu naturalnego i długotrwałego efektu.


Jak zwykle chciałam tylko delikatnie uwydatnić usta aby nie wyglądać karykaturalnie jak niektóre celebrytki - mam drobną buzię i z przerysowanymi ustami wyglądałabym komicznie. Volbella to doskonały preparat aby uzyskać własnie naturalny efekt. 

PRZED          Po zabiegu wygląda się trochę jak kaczorek           PO 

Jak wygląda zabieg powiększania ust? Jak zwykle nie obyło się bez znieczulenia specjalną maścią, a potem pani dr Leśniewska przystąpiła do zabiegu, który tym razem był wykonywany za pomocą specjalnej igły - kaniuli - za jej pomocą wypełniacz dostaje się do całych ust kanalikiem przez 4 mikroskopijne nakłucia. Zabieg nic a nic nie bolał a trwał ok. 20 min. Po wstrzyknięciu wypełniacza, pani dr masowała usta, aby nadać im pożądany kształt. Tym razem wystąpił niewielki obrzęk, który utrzymywał się - całe szczęście - przez jeden dzień po zabiegu (w pracy wyglądałam trochę śmiesznie chociaż chyba nikt nie zauważył) ale w piątek jechałam z dziewczynami do Sopotu i już mogłam cieszyć się "nowymi ustami".

Sam zabieg w znieczuleniu był kompletnie bezbolesny, jedyny dyskomfort to lekkie "rozpychanie" podczas podawania wypełniacza. Jeśli ktoś boi się igieł, wystarczy zamknąć oczy a po ich otwarciu możemy cieszyć się pięknymi ustami.

Tutaj macie dla porównania zdjęcie z początków mojego blogowania, kiedy moje usta były bardzo wąskie (a włosy dłuższe i kręcone) - jak same widzicie, różnica jest bardzo widoczna ale nadal subtelna. Osobiście uważam, że dzięki tej niewielkiej korekcie zmieniły mi się rysy twarzy na bardziej łagodne (o "wąskoustych" mówią, że są wredne i jako nastolatka często słyszałam takie epitety). No i w końcu mogę na blogu prezentować pomadki i błyszczyki bez kompleksu wąskich ust.

Ja jestem na tak, a Wy?


W czerwcu trwa promocja -20% na zabieg korekcji i powiększenia ust w Gabinecie Dermea. Jeśli któraś z Was mieszka w Warszawie lub okolicach, zachęcam do skorzystania z promocji.