Californication czyli moja podróż po Kalifornii

Marzenia się spełniają - moim od zawsze była podróż do Stanów Zjednoczonych a konkretnie do Kalifornii. Jako wielka fanka filmów i seriali zawsze chciałam zobaczyć miejsca, które do tej pory znane mi były z wielkiego ekranu no i oczywiście przejść się słynną Aleją Gwiazd i zrobić sobie zdjęcie pod znakiem Hollywood. Dlatego też, zapraszam Was na wspólną podróż po Kalifornii i Arizonie szklakiem moich ulubionych filmów i seriali. Dobrnijcie do końca to będzie też i o kosmetykach.


Sam wyjazd do Stanów Zjednoczonych narodził się w mojej głowie bardzo spontanicznie - nie miałam ani paszportu (2 lata temu stracił ważność a do tej pory podróżowałam po krajach UE, więc nie był mi potrzebny) ani tym bardziej wizy. Osoba, z którą miałam jechać miała już kupiony bilet a ja byłam w totalnym lesie. Ale jak mawiają "dla chcącego nie ma nic trudnego" i w ciągu dwóch kolejnych tygodni miałam już i paszport (nie ma to jak znajomości) i wizę i bilet do Los Angeles. 


Po 14 godzinach podróży przez Paryż wylądowałam na lotnisku LAX i poczułam ciepło Kalifornijskiego słońca. Jadąc z lotniska do Redondo Beach, gdzie miałam mieszkać przez 1,5 miesiąca mijałam typowe dla Kalifornii niskie zabudowania. Tutaj bowiem nie uświadczymy drapaczy chmur tak charakterystycznych dla wielkich miast w Stanach Zjednoczonych - z uwagi na ruchy tektoniczne ziemi i możliwe trzęsienia - zabudowania w Kalifornii są niskie i często parterowe. W końcu dotarłam nad Ocean - piękny lazur wody działa dosłownie hipnotyzująco i tego chyba własnie najbardziej zazdroszczę mieszkańcom Kalifornii. Zatrzymaliśmy się w Rancho Palos Verdes, gdzie tuż nad brzegiem Oceanu znajduje się piękna szklana kaplica - Wayfarers Chapel - miejsce, które mieszkańcy Kalifornii często rezerwują aby wziąć ślub w tych pięknych okolicznościach przyrody.

Scena z filmu Innerspace. Courtesy of Warner Bros

Ciekawostka - Rancho Palos Verdes powinno być Wam znane z filmu Innerspace z Meg Ryan i Dennisem Quaid oraz mojego ukochanego horroru z roku 1987 The Lost Boys (Straceni Chłopcy), serialu Mentalista, Beverly Hills 90210 a także The OC. Sama szklana kaplica swojego czasu należała do ulubionych miejsc Jane Mansfield, która w roku 1958 wzięła tutaj ślub. Tutaj w 1989 roku brał również ślub nieżyjący już ale wielki aktor Denis Hopper.


Wieczorem była natomiast przepyszna pizza z cukinią zjedzona w budce ratownika nad brzegiem Oceanu no i oczywiście niesamowity zachód słońca tuż przy molo w Newport.

Ciekawostka - w tej własnie budce ratownika, w której jadłam pizzę - kręcone były sceny z młodzieżowego serialu The OC (Życie na Fali). Większość scen tego serialu to właśnie przepiękne widoki z  Newport oraz okolic Newport Pier.


HOLLYWOOD

Być w Kalifornii i nie zobaczyć Hollywood oraz słynnej Alei Gwiazd i Chinese Theatre? Tam wybrałam się z moją przyjaciółką ze szkoły podstawowej, która mieszka niedaleko Los Angeles. Tego dnia pomimo tego, że nadal było ciepło - po raz pierwszy zobaczyłam w Kalifornii zachmurzone niebo. 

polski akcent w Hollywood czyli gwiazda aktorki polskiego pochodzenia - Apolonii Chałupiec, która przybrała pseudonim Pola Negri
Jestem pierwszą blogerką na Hollywood Walk of Fame! 

Aleja Gwiazd i Chinese Theatre, gdzie odbywają się doroczne ceremonie rozdania nagród Akademii czyli Oscarów są zapełnione turystami. Tam pomiędzy odciskami butów i dłoni gwiazd Hollywood można zrobić sobie zdjęcie z sobowtórami postaci ze znanych i lubianych filmów. Ja postawiłam na charakterystycznego Zacha Galifanakisa z Hangover czyli Kac Vegas. 

po długich poszukiwaniach odnalazłam w końcu Marylin Monroe

Po szybkim lunchu w pobliskim centrum handlowym z widokiem na znak Hollywood - ruszyłyśmy na wzgórze Hollywood aby zrobić sobie zdjęcie z tą słynną wizytówką Miasta Aniołów. Po drodze wstąpiłyśmy jeszcze do największego sklepu z pamiątkami na Hollywood Boulevard, gdzie można było spełnić swoje marzenie i upolować własnego Oscara. Ale że nie było z napisem "najlepsza blogerka" to kupiłam tylko kubek i t-shirt :)

Kadr z filmu The Day After Tomorrow, Courtesy of Twentieth Century Fox Film Corporation

Ciekawostka - Znak Hollywood pojawiał się wielokrotnie na dużym i małym ekranie. Najbardziej znane filmy to Mulholland Drive Davida Lyncha, Miasto Aniołów z Nicolasem Cage i Meg Ryan, The Day After Tomorrow (Pojutrze) Ed Wood (wtedy napis brzmiał Hollywoodland) czy też Gangster Squad. 


W drodze powrotnej minęłyśmy Beverly Hills Hotel - osławiony, choć z zewnątrz niepozorny hotel, który od lat uwielbiają gwiazdy ze względu na kameralne i ustronne położenie z dala od typowego zgiełku Los Angeles.

Położony na Sunset Boulevard w Beverly Hills hotel jest miejscem, gdzie chętnie zatrzymują się politycy, członkowie rodzin królewskich oraz gwiazdy muzyki i kina. Hotel został wybudowany w 1912 roku i to właśnie tutaj mieszkały nieżyjące już gwiazdy kina jak Elizabeth Taylor i Richard Burton, Charlie Chaplin, Humphrey Bogart, Frank Sinatra i oczywiście Marilyn Monroe. Obecnie to ulubione miejsce Eltona Johna, Russela Crowe, Dity Von Teese i... Kim Kardashian  W Beverly Hills Hotel kręcono też jeden z moich ulubionych filmów - American Gigolo z Richardem Gere oraz mniej ulubiony Gliniarz z Beverly Hills - a sam hotel znajduje się również na okładce słynnego albumu The Eagles - Hotel California. Tę piosenkę zna przecież każdy.

Scena z American Gigolo. Courtesy of Paramount Pictures

Ciekawostka - obecnym właścicielem hotelu (od 1992 roku) jest jeden z najbogatszych ludzi na świecie - Sułtan Brunei. Z uwagi na wprowadzone przez Sułtana w 2013 roku prawo Szariatu (potępiające m.in homoseksualizm), wiele gwiazd zaczęło bojkotować hotel i anulowało swoje rezerwacje. To samo miało miejsce w pozostałych hotelach należących do Sułtana Brunei z sieci Dorchester. Jednymi z bojkotujących gwiazd byli m.in. Steven Spielberg, Elton John, Sharon Osbourne, Ellen Degeneres, John Legend i Jay Leno. Do dnia dzisiejszego wiele z nich nie przekroczyło już progu Beverly Hills Hotel.


BEVERLY HILLS RODEO DRIVE

Kolejna atrakcja w Mieście Aniołów to Rodeo Drive czyli najbogatsza ulica w Los Angeles. Aby zrobić tam zakupy - trzeba mieć worek pieniędzy lub być Julią Roberts w Pretty Woman - dlatego też potraktowałam ten spacer po prostu jako ciekawostkę turystyczną i oglądałam z zapartym tchem przebogate wystawy.

Kadr z filmu American Gigolo. Courtesy of Paramount Pictures

Ta długa na 2 mile ulica zlokalizowana w Beverly Hills pierwsze lata świetności miała już w końcu lat 60-tych, kiedy to Pan Aldo Gucci, Van Cleef & Arples oraz Vidal Sasoon otworzyli swoje pierwsze butiki nadając jej obecny kształt.  To właśnie tutaj robią zakupy znani i bogaci z całego świata. To właśnie na Rodeo Drive znajduje się najdroższy sklep na świecie - Bijan.

Kadr z filmu Pretty Woman. Courtesy of Warner Bros 
Hotel Regent  Beverly Wilshire - to tutaj zamieszkała Pretty Woman

Ciekawostka - pamiętacie słynną scenę z filmu Pretty Woman, kiedy to bohaterka grana przez Julię Roberts chce zrobić zakupy w jednym ze sklepów i zostaje niemiło potraktowana a potem wraca aby pokazać co ominęło niesławny sklep? Otóż - sklep Boulmiche wcale nie znajduje się na Rodeo Drive tylko na pobliskim o kilka kroków Santa Monica Boulevard. 


LA DOWNTOWN

Los Angeles Downtown to nie tylko Rodeo Drive - upalny bo prawie 30-stopniowy dzień spędziłam buszując w sklepach, tym razem bardziej dostępnych marek, w poszukiwaniu kilku kilku kosmetycznych drobiazgów i jedząc cudowny lunch pod gołym niebem na Farmers Market. Z uwagi na to, że byłam w Kalifornii w okresie przedświątecznym - klimat Bożego Narodzenia był wszechobecny - Amerykanie mają na punkcie świąt świra zatem świąteczne przygniatały nas swoim bogactwem i różnorodnością.


SZLAKIEM FILMÓW I SERIALI WZDŁUŻ WYBRZEŻA KALIFORNII

Ale Kalifornia to nie tylko Hollywood - to mnóstwo pięknych miasteczek położnych wzdłuż Oceanu - Santa Monica, Laguna Beach, Venice Beach, Hermosa Beach, Newport Beach czy Santa Barbara - wszyscy znamy je z seriali i filmów ale powiem szczerze, że za wyjątkiem unikatowego Venice Beach - wszystkie pozostałe miasteczka wydaja się być jednakowe - co nie umniejsza faktu, że są przeurocze - każde na swój sposób. 

Hermosa Beach - to niewielkie miasteczko usytuowane wzdłuż plaży i Oceanu. Zapewne poznają je miłośnicy oryginalnego serialu Beverly Hills 90210 - tam mieścił się apartament Donny i Kelly w późniejszych odcinkach , The OC (Życie na Fali) a także horroru Carrie z 1976 roku.


Santa Barbara znamy oczywiście z seriali Santa Barbara oraz Żony Hollywood'u. To piękne miasteczko wystąpiło również w filmach - Listonosz zawsze dzwoni dwa razy z Jackiem Nicholsonem oraz To skomplikowane z Maryl Streep i Aleciem Baldwinem, Tam urodziła się też najbardziej znana Cali Girl czyli Katy Perry. W Santa Barbara najbardziej urocze jest stare drewniane molo, gdzie znajdują się knajpki i sklepy z pamiątkami. Taka ciekawostka - na molo w Santa Barbara można wjechać samochodem.


Laguna Beach to spokojne miasteczko w Orange County (hrabstwie Orange), gdzie filmowano m.in. reality show MTV Laguna Beach: The Real Orange County, MTV The Hills oraz American Horror Story: The Asylum. Te wyjątkowe skaliste plaże często są wybierane przez nowożeńców na miejsce ślubu a okoliczne knajpki na wesela. I mi udało się podglądać ślubne przygotowania młodej pary na plaży w Laguna Beach. 


No i w końcu moje ulubione miejsce w Kalifornii czyli Venice Beach - mekka artystów, ulicznych performerów oraz okolicznych świrów. Uliczni grajkowie, pokazy osobliwości, bezdomni i narkomanie płynnie koegzystują na bulwarze w Venice Beach z miłymi restauracjami i sklepami. To totalny chaos, który jednak podoba się turystom. Ja również poddałam się temu dekadenckiemu urokowi Venice Beach.

Moje zdjęcie (z lewej) a obok kadr z serialu Californication. Courtesy of Showtime Networks

Ciekawostka - Venice znana jest z serialu Californication oraz filmów Grease, Big Lebowski oraz American History X. Nie można też zapomnieć o tym, że właśnie tutaj na plaży w 1965 roku narodził się zespół The Doors a duch Jima Morrisona nadal jest mocno obecny w całym Venice. To po prostu bardzo kultowe miejsce.


ARIZONA I GRAND CANYON

Będąc w Stanach wybrałam się na trzy dni do Arizony, która sąsiaduje ze Stanem Kalifornia. Tam po 7 godzinach jazdy samochodem dobiłam do uroczego miasteczka Sedona. Miasto Sedona charakteryzuje krajobraz, który tworzą monumentalne formacje czerwonych skał, tzw. Red Rocks i jest jednym z najatrakcyjniejszych turystycznie miast na obszarze Stanu Arizona, a także jednym z popularniejszych miejsc kultu New Age.

Ciekawostka- okolice Sedony, jak i samo miasto wiele razy było scenografią dla klasycznych hollywoodzkich westernów. Charakterystyczne czerwone skały i pustynny krajobraz stanowiły idealne tło dla wielu filmów, m.in. Złamanej strzały z Jamesem Stewartem w roli głównej, Zdążyć przed północą z Robertem De Niro oraz Trzymaj się z daleka, Joe z Elvisem Presleyem.


Sedona przypomina miasteczko rodem z westernów - zamiast saloonów mamy jednak urocze knajpki i sklepy z pamiątkami. Okoliczne czerwone skały zapierają dech w piersiach  dosłownie z każdego punktu w mieście.

Courtesy of Paramount Pictures

Ciekawostka - z ostatnich filmów, które kręcono w Arizonie należy m.in. Dead Man z Johnny Deppem. We Flagstaff Hotel Monte Vista - kręcono niektóre ujęcia...Casablanki. Pamiętacie scenę z filmu Forrest Gump, gdzie Forrest wpada na pomysł logo "Smiley Face"? To właśnie krajobraz Arizony pojawia się w  nagrodzonym filmie Roberta Zemeckisa.


Z Sedony pojechaliśmy na Pink Jeep Tour obejrzeć okoliczne skały otulające miasteczko i zobaczyć zachód słońca - z każdym przejechanym kilometrem robiło się coraz chłodniej ale nieziemskie widoki rekompensowały chłodek, którego kompletnie go nie odczuwałam. Oddychałam bowiem czystym i nieskażonym powietrzem Arizony.


Kolejnego dnia - wprost z uroczego resortu The Ridge on Sedona Golf Resort, w którym mieszkałam, wyjechaliśmy zobaczyć Grand Canyon. Już po 3 godzinach jazdy samochodem mogłam cieszyć swoje oczy tym zapierającym dech widokiem. Ogrom Wielkiego Kanionu jest nie do opisania - rozciąga się na wszystkie strony w polu naszego widzenia i dosłownie oszałamia nas swoim majestatem. 


JEDZENIE

A jaka jest Kalifornia jeśli chodzi o jedzenie? Pytało mnie o to bardzo wiele osób. Ja starałam się jeść jak najmniej mięsa i w moim menu królowały głównie owoce morza - świeże homary, krewetki, tatar z łososia i najlepsza zupa jaką w życiu jadłam czyli Clam Chowder (zupa krem z małż ze śmietaną, ziemniakami i selerem). Mówią, że Ameryka to kraj otyłych ludzi - ale chyba nie mają na myśli Kalifornii - bowiem dosłownie ze dwa razy zauważyłam osoby pokaźnych rozmiarów. 


Jak Ameryka to Ameryka! Muszą być i hamburgery - ja postawiłam na te serwowane we francuskiej knajpce na Farmers Market w Downtown LA oraz w fast food In'n'Out (w porównaniu do niesławnego McDonald's - hamburgery w In'n'Out są booooskie).


Oczywiście na Święto Dziękczynienia, nie mogło zabraknąć amerykańskiego wypasionego (eko) indyka, puree z (eko) ziemniaków, (eko) brukselki z migdałami i (prawie polskich eko) buraków. Moja gospodyni kupuje żywność wyłącznie w ekologicznych sklepach (Whole Food Store) i twierdziła, że wszystko co jemy jest naturalne, zdrowe i bez ulepszaczy. Nie do końca w to wierzę ale niech będzie. 


KOSMETYKI

Pewnie zapytacie "co z kosmetykami"? Oj w sklepach i drogeriach jest tego tyle, że można dostać oczopląsu. W Target - sieci supermarketów mamy popularne amerykańskie marki Revlon, Cover Girl, Physicians Formula oraz mnóstwo innych znanych i nie znanych nam marek kosmetycznych


Po droższe marki musimy wybrać się natomiast do sieci Ulta Beauty lub Sephora. W Ulta Beauty pomimo tego, że miałam ochotę brać wszystko, nie kupiłam w końcu nic - opamiętałam się tuż przed wyjazdem do Polski ale zdjęcia z drogerii nadal robią na mnie wrażenie i teraz trochę żałuję, że wyszłam z pustym koszykiem.


Co zatem kupiłam w Ameryce? W sumie z kosmetyków niewiele. Nie postawiłam na drogie wysoko-półkowe marki, bowiem przy tym kursie dolara było to po prostu nieopłacalne i doszłam do wniosku, że kosmetyki selektywne bardziej opłaca się kupować w Polsce  niż w Stanach - oczywiście te dostępne na rynku. Kupiłam sobie trochę organicznych kosmetyków - mydła i szampony, róż Orgasm od NARS, trochę Phisicians Formula oraz kosmetyki do pielęgnacji cery problematycznej. 


Reasumując - czy warto pojechać do Kalifornii? Uważam, że tak ale definitywnie nie na tak długo jak ja. Z uwagi na to, że nie mam prawa jazdy - byłam uzależniona od znajomych, którzy musieli mnie wszędzie wozić, bowiem w Los Angeles praktycznie nie istnieje pojęcie komunikacji miejskiej. Brak metra i autobusów (przez 1,5 miesiąca nie widziałam tam ani jednego autobusu, chociaż na przystankach stali ludzie lub spali bezdomni) skutecznie może utrudnić nam podróżowanie i zwiedzanie.

Z uwagi na obecny - wysoki kurs dolara (ok. 3,9 zł) nie wszystko też jest na naszą kieszeń, chyba że wzięliśmy ze sobą pokaźny zapas gotówki lub pełne karty kredytowe. Owszem można zjeść obiad już za jakieś 5 USD ale wtedy zjemy wyłącznie hamburgera w bardziej lub mniej znanych sieciach fast food. Dobry obiad w niezbyt drogiej knajpce wraz z piwkiem to koszt ok. 50 USD.

Słynna restauracja The Ivy na Santa Monica Boulevard i moje Lobster Linguine

Ciekawostka - miałam przyjemność jeść w słynnej i drogiej restauracji The Ivy na Santa Monica Boulevard, gdzie koszt obiadu dla dwóch osób (linguini z homarem, pieczone kalmary, tatar z łososia) wraz z butelką szampana wyniósł ok. 300 USD - całe szczęście nie ja płaciłam :) The Ivy to ulubiona restauracja gwiazd - jadają tam regularnie Jessica Biel, Kiefer Sutherland, John Travolta, Reese Witherspoon, Fergie i Josh Duhamel, Megan Fox oraz Demi Moore (to jej ulubiona restauracja). W tej uroczej, położonej nad brzegiem oceanu knajpce widywani są też Brad Pitt, Tom Cruise, Beyonce oraz najróżniejsze konfiguracje rodziny Kardashian.

I pewnie zapytacie mnie - czy podczas zwiedzania tych wszystkich miejsc, w których powinno aż się roić od gwiazd - spotkałam kogoś sławnego? Nie, nie będę ściemniać - nie spotkałam :)

Rok 2015 na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako moje własne Californication i mam nadzieję, następnym razem zaśpiewam z Frankiem Sinatrą "New York New York". 

44 komentarze:

  1. Świetnie to wszystko opisałaś :) Najbardziej chyba Ci zazdroszczę tego kanionu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo wielkie dzięki Karo <3 no kanion wymiata !!!!

      Usuń
  2. o wow .. jednym zdaniem świetnie !!

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamuniu... ale Ci zazdroszczę!!! piękne zdjęcia i cała relacja :)) wow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj bardzo mnie to cieszy, że się spodobało :)

      Usuń
  4. Przeczytałam wszystko z zapartym tchem! LA to moje małe marzenie, które, mam nadzieję, uda mi się spełnić w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. marzenia się spełniają - moje a przynajmniej jedno z nich już się spełniło :) polecam LA ale nie na tak długo

      Usuń
  5. świetne zdjęcia, a kosmetyki przygarnęłabym wszystkie. Marzą mi się zdjęcia robione w kanionie. Tylko pozazdrościć! Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki kochana - nawet nie wiesz jak mnie cieszą te wszystkie ciepłe słowa :) dwa dni pisałam ten post zarywając pół nocy :)

      Usuń
  6. Ile znanych miejsc! wow, zazdro! *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie być w tych wszystkich miejscach,które się z na z kina czy TV :)

      Usuń
  7. ciekawy post i fajne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia i piękna podróż :-) Teraz trzymam kciuki za NY :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Karol a myślę że dopiero w 2017 :)

      Usuń
  9. ależ Ci zazdroszczę *.* super wyjazd i relacja Agus!!! a pamiętam jak się biłaś z myślami czy jechać hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiulka - Ty i tak jesteś podróżniczką więc wszystko przed Tobą :) biłam się z myślami - oj byłaś przy tym hahaha ale widzisz jednak kawa z Tobą i się zdecydowałam :)

      Usuń
    2. bo to są najlepsze wspomnienia, nikt nam ich nie zabierze :)
      trzba korzystac póki jest mozliwość bo kto wie co zycie przyniesie
      nie ma co żałować, że się nie spróbowało

      Usuń
  10. Wow, niesamowita wycieczka, jest czego pozazdroscic. Ja tez kiedys odwiedze Ameryke, choc nie wiem jeszcze kiedy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, marzę o takiej wycieczce.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też miałam przyjemność zobaczyć trochę Kalifornii. W LA spędziliśmy dwa dni i standardowo wzgórza Hollywood, Venice, Griffith Observatory, Santa Monica, i Walk of Fame. I oczywiście In and Out, ale to chyba opcja obowiązkowa ;))). Polecam jeszcze Panda Express - pyszny chińczyk za 10$$$.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie żałuję że nie byłam w obserwatorium :( A Pandę widziałam ale jakoś mało jadałam w fastach więc ominęłam :)

      Usuń
  13. Wow, ale Ci zazdroszczę! :) Sama zawsze marzyłam o NY, ale te przepiękne widoki w Kalifornii i nie tylko też niesamowicie przyciągają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalifornia jest fajna ale tak na tydzień max dwa :) no chyba że ma się prawko, samochód na miejscu to można śmigać

      Usuń
  14. Ty wiesz Aguś jak ja Ci zazdroszczę tego wyjazdu, musiałaś się bawić fenomenalnie!!! Takie miejsca każdy chciałby zobaczyć chociaż raz w życiu!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale do Walmartu nie zajechałam - damn it :)

      Usuń
  15. Piękna fotorelacja, ogromnie Ci zazdroszczę tak wspaniałego wyjazdu i cieszę się, że wyjazd Ci się tak udał. Ja obecnie przymierzam się do Nowego Jorku, mojego "podróżniczego" marzenia. Mam w planach, ale zobaczymy,kiedy uda mi się go zrealizować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że warto czekac - ja zawsze marzyłam o wyjeździe do USA i dopiero przed 40-ką zrealizowałam to marzenie :)

      Usuń
  16. Świetna relacja i bardzo Ci zazdroszczę. Podróż do Stanów, a tym bardziej do Kalifornii jest w sferze moich marzeń do zrealizowania gdzieś w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że Ci się podobało - bałam się że zanudzę Was fotkami

      Usuń
  17. Bardzo Ci zazdroszczę takiego wyjazdu, super przeżycie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wspaniała podróż ! Wszystkie fotki obejrzałam po 2, 3 razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojejku jak mi niezmiernie miło Ewcia <3

      Usuń
  19. fotki przepiękne, super miałaś wypad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki wielkie - akurat małpką robiłam bo nie targałam dużego aparatu ale wyszły okay. A wyjazd miałam zajebisty

      Usuń
  20. genialna relacja! niestety kurs dolara to coś co i ja odczułam boleśnie będąc w San Francisco w zeszłym roku. miałam wrażenie, że zabrałam ze sobą mnóstwo pieniędzy a na miejscu okazało się, że wcale nie jest tak różowo. i wiele kosmetycznych zakupów okazało się nieopłacalnych :( a taki tour po Kaliforni - marzenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a miały byc taaaakie zakupy hahaha no cóż w sumie i tak ciągle dobierałam kase z karty - raz się zyje :) Kurczak do San Fran nie dojechałam :( żałuję bardzo ale nie można być wszędzie

      Usuń
  21. Piękna podróż, piękne zdjęcia i bardzo ciekawa relacja!

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedzi
    1. czadowo. ja tez lubię oglądać czyjeś wspomnienia jeśli gdzieś byłam wtedy fajnie jest porównać i powspominać

      Usuń
  23. Świetny wpis i bardzo fajnie, że zamieściłaś te ciekawostki, bo o większości nawet nie miałam pojęcia :) Na Zachodnim wybrzeży nie byłam, ale Nowy Jork i okolice wschodnie polecam bardzo. Chociaż też mi brakuje u nich takiej komunikacji miejskiej jak w Polsce :( Niemniej jednak wyjazdu Ci bardzo zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. no właśnie następnym razem podbiję NYC :) polecam Kali ale turystycznie góra tydzień

    OdpowiedzUsuń