poniedziałek, lipca 22, 2013

MATRICIUM® od Bioderma - czy warto?

Kiedy dostałam propozycję przetestowania MATRICIUM® od Laboratorium Bioderma cieszyłam się jak dziecko - ten ekskluzywny, drogi produkt wydawał się być stworzony dla kapryśnej cery jak moja. 


MATRICIUM® to pierwszy wyrób medyczny działający na przyczyny starzenia się skóry. MATRICIUM® złożone jest z 63 biomimetycznych (występujących naturalnie w skórze) składników aktywnych, które są w 100% przyswajane przez skórę. Działanie MATRICIUM® poparte jest 14 latami badań i aż 74 badaniami klinicznymi. Posiada status wyrobu medycznego klasy IIA.
  • Opatentowane połączenie 63 składników aktywnych, w 100% biokompatybilny,
  • Dostarcza komórkom wszystkie niezbędne składniki odżywcze, tworząc im optymalne środowisko do odbudowy, dzięki temu procesy regeneracji zachodzą szybciej i efektywniej,
  • Tworząc optymalne środowisko komórkom, pobudza do regeneracji zarówno naskórek jak i skórę właściwą, dzięki czemu uzyskany efekt jest dogłębny, a przez to bardziej trwały,
  • Zastosowanie MATRICIUM® wpływa na wzmocnienie rezultatów zabiegów dermatologicznych i estetycznych oraz szybszą odbudowę skóry; produkt można stosować nie tylko po zabiegu, a również w przerwie między procedurami, jeżeli jest to seria zabiegów.
WSKAZANIA:
  • Skóra po zabiegach dermatologicznych lub kosmetycznych,
  • Powierzchniowe zmiany skórne (nie sączące, nie krwawiące), nacięcia, oparzenia I stopnia, łuszczenie skóry,
  • Skóra poddana działaniu niekorzystnych czynników zewnętrznych lub wewnętrznych (promieniowanie UV, wysokie/niskie temperatury, stres, tytoń), problemy hormonalne wywołujące suchość i podrażnienia skóry.

Mogłabym podpisać się pod każdym punktem dotyczącym wskazań do zastosowania tego dermokosmetyku - TAK- moja skóra jest po zabiegach dermatologicznych (dermapen, peelingi chemiczne), TAK - moja skóra posiada powierzchniowe zmiany skórne i ma tendencję do łuszczenia, TAK - ostatnio żyłam w dużym stresie i paliłam papierosy. 

Skład: AQUA/WATHER/EAU, SODIUM CHLORIDE, GLUCOSE, SODIUM HYALURONATE, ALANYL GLUTAMINE, DISODIUM PHOSPHATE, ARGININE HCL, SODIUM ACETATE, LACTIS PROTEINUM/WHEY PROTEIN/PROTEINE DU PETIT LAIT, SERINE, LEUCINE, MAGNESIUM CHLORIDE, POTASSIUM CHLORIDE, MANNITOL, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, RHAMNOSE, XYLITOL, VALINE, SODIUM PYRUVATE, LYSINE HCL, HISTIDINE HCL, PROLINE, CYSTEINE HCL, HYDROKSYPROLINE, GLUTAMID ACID, ASPARAGINE, THREONINE, INOSITOL, ADENINE, ALANINE, ASPARTIC ACID, GLYCINE, METHIONINE, TYROSINE, PHENYLALANINE, TRYPTOPHAN, LACID ACID, ISOLEUCINE, SODIUM SULFATE, FOLIC ACID, RIBOFLAVIN, SODIUM METASILICATE, ZINC SULFATE, ADENOSINE, GUANINE, DEOXYRIBOSE, RIBOSE, BIOTIN, AMMONIUM MOLYBDATE, AMMONIUM VANADATE, COPPER SULFATE, MANGANESE CHLORIDE

Pokładałam w tym kosmetyku wielkie nadzieje ale czy nie okazały się one płonne?

RECENZJA

Opakowanie - to 30 sterylnych fiolek po 1 ml każda - od momentu rozpieczętowania fiolki mamy 12 godzin na jej zużycie. Po otwarciu fiolkę możemy ponownie zamknąć. 


Zapach - pierwsze niuchnięcie - nie posiada potem jednak zaczęłam wyczuwać zapach ciepłego pieczywa (nie wiem czy ktoś miał podobne spostrzeżenia).

Konsystencja - trochę gęstsza od wody, przezroczysta jak łza.


Aplikacja - pół fiolki rano i pół fiolki wieczorem nakładałam na czystą skórę - produkt bardzo dobrze się wchłania pozostawiając skórę lekko matową ale i ściągniętą (początkowo bałam się tego efektu, potem zauważyłam, że to tylko taki "bajer", który nic nie oznacza. Po wchłonięciu stosowałam krem na noc od Love Me Green a na dzień krem Skin Tech (również przeznaczony do skóry po zabiegach) o którym niedługo napiszę.

Efekt/Działanie - początkowo nie działo się kompletnie nic poza tym, że już po kilku dniach zauważyłam lepsze nawilżenie mojej przesuszonej skóry. Po dwóch tygodniach pojawiło się większe i mocniejsze napięcie skóry (ale nie ściągnięcie) a także szybko znikały czerwone krostki oraz ranki po rozdrapanych syfkach (wiem wiem nie wolno tego robić ale czasem coś rozdrapię przez sen). Strupek potraktowany na noc preparatem - już na drugi dzień odpadał a pod spodem była różowa zagojona skóra - to był rzeczywiście jakiś cud. Stosowany pod oczy - rozjaśnił skórę i lekko wygładził zmarszczki. Ale czy jednak warto aż 4 razy do roku stosować tę bardzo drogą kurację - powiem tak - jeśli stać nas na taki preparat - to warto bo chociaż przez pierwszy okres kuracji nic się nie działo, to potem efekty były widoczne (zwłaszcza wyraźne gojenie się ran) - chętnie kontynuowałabym ją kilka razy do roku ale cena ok. 140 zł za kurację skutecznie mnie odstrasza. 

Cena - 140 zł - w zależności od tego gdzie kupujemy.

Moja Ocena 4/5

14 komentarzy:

  1. no tak cena... ale wazne, ze dziala :)

    OdpowiedzUsuń
  2. rozbroiłaś mnie tym rozdrapaniem przez noc ;) :D
    każda wymówka dobra ;))
    ja też drapię niestety :P
    a Matricium mam, ale coś się boję go używać, nie wiem czemu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie bój się - to kompletnie Ci nie zaszkodzi - pieknie łagodzi podrażnienia. Ja już płaczę, że mi się skończyło

      Usuń
  3. pewnie, mi też by się przydało. Papierosy, zmiany hormonalne to ja, efektem tego jest mnóstwo niedoskonałości. Myslę, że jednorazowo bym się skusiła, ale kupować to 4 razy w roku? To już nielada wydatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. albo mieć bogatego sponsora hehehe

      Usuń
  4. gdyby nie trzeba było kuracji tak często powtarzać to cena do przełknięcia

    OdpowiedzUsuń
  5. Cena no może nie jest niska, ale wcale nie taka straszna. Czasami warto zainwestować w siebie, zwłaszcza, że ta kuracja daje efekty. ;)

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń
  6. No fakt. Cena skutecznie odstrasza. Raz do roku to jeszcze można, ale cztery to trochę za dużo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. CENA :O no cóż burżuazja się bawi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe :) targetują w bogatych i już :)

      Usuń
  8. to prawda cena odstrasza... chętnie bym przetestowała i zobaczyła jak u mnie się sprawdzi ale to za droga impreza;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Cena i wysoka, i w sumie nie tak bardzo, ale kosmetyk ciekawy. Tym bardziej, że daje efekty :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym się nie skusiła, ale kurczę - jakbym miała okazję przestowania też cieszyłabym się jak dziecko i nie zawahałabym się tego użyć :)

    OdpowiedzUsuń