piątek, marca 02, 2012

GlossyBox czyli pudełko grzechu warte

Jak już pewnie wiecie, we wtorek miałam przyjemność wziąć udział w imprezie promującej wprowadzenie GlossyBox w Polsce. Około godziny 21.00 pudełko zostało zaprezentowane wszystkim obecnym, a chwilę później i ja miałam już GlossyBox w swoich rękach. Od razu zabrałam się do obejrzenia co znalazło się w środku i muszę przyznać, że jego zawartość bardzo miło mnie zaskoczyła - w środku znalazły się mini produkty kosmetyków z najwyższej półki a to, co mnie ucieszyło najbardziej to flakonik perfum Daisy Marc Jacobs. Jedynym minusem jest to, iż w środku nie znalazłyśmy ani jednego kolorowego kosmetyku a przecież kosmetyki do makijażu chyba cieszą nas najbardziej. Ale jestem w 100% pewna, ze kolejny GlossyBox zaskoczy nas tzw. kolorówką, jeśli tego nie zrobi - będzie to bardzo poważny błąd. Oprócz GlossyBoxa wszystkie dostałyśmy materiały promocyjne - w tzw. Glossy siatce :)






Pudełko GlossyBox na całym świecie ma jednakowy wygląd - jest różowe i od razu cieszy oko. W środku pod warstwą "czarnego makaronu" kryją się nasze skarby.

No i co też znalazłyśmy w środku:
  1. Lierac, Balsam do cery odwodnionej Hydra-Chrono+, 15 ml
  2. Rene Furterer, szampon Okara Protect Color, 50 ml
  3. Nuxe, Huile Prodigieuse, 10 ml
  4. Marc Jacobs, woda toaletowa Daisy Eau So Fresh, 4 ml
  5. Masakï Matsushïma, balsam do ciała Masakï Cherry
Przyznam szczerze, że żadnego z tych produktów nie miałam jeszcze okazji używać a z markami Rene Furtherer oraz Masakï Matsushïma spotkałam się po raz pierwszy, więc tym bardziej chwalę sobie jego zawartość. W dodatku, jak na profesjonalistkę przystało, podczas imprezy poznałam i wymieniłam się wizytówkami z paniami reprezentującymi firmę Masakï Matsushïma i zostałam zaproszona do ich siedziby w Warszawie aby zapoznać się sie z pozostałymi produktami, które mają w swojej ofercie. Myślę, że to niezła gratka dla bloggerki kosmetycznej i już się nie mogę doczekać, kiedy tam pojadę. 

Ale wróćmy do GlossyBoxa - czy 49 zł to dużo czy mało za takie produkty? Myślę, że w tym przypadku cena jest jednak adekwatna do zawartości - więc 49zł (z wliczoną przesyłką kurierską) za GlossyBox, w którym znajdziemy co prawda miniaturki ale za to dość kosztownych kosmetyków - to cena, jaką ja osobiście jestem w stanie co miesiąc zapłacić. 

A czy Wy jesteście zadowolone z pierwszej edycji polskiego GlossyBoxa? Będziecie zamawiały miesięczną subskrypcję, czy może już to zrobiłyście?






9 komentarzy:

  1. cóż za napięcie! cóż za niespodzianka! przecież wcale 50 blogów wczoraj nie opublikowało zawartości pudełka! ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lol. No. Ale już jest po wszystkim i dzisiaj jest spokój. No... Chyba, że od dzisiaj zaczną pojawiać się recenzje..

      Usuń
    2. dlatego wczoraj nie wrzucałam - tylko dzisiaj ha ha :)

      Usuń
  2. Chętnie bym zamówiła.. ale może się orientujesz czy tu jest tak jak w Kissboxie, że ilość pudełek jest ograniczona? Tam jest z tego co pamiętam 300... Bo jeśli tu będzie tak samo, to sobie odpuszczę. Z moim refleksem i wolnym netem nie zdążę się załapać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie sama jestem ciekawa ile ich mają, ale z pewnością więcej niż 300 czy nawet 500

      Usuń
  3. Na wielu blogach widzę są już te pudełeczka, zawartość niczego sobie, warta kwoty 49 zł, ja jednak nie zdecyduję się, bo mogę dostać coś czego mam w nadmiarze i na odwrót, ale kosmetyki naprawdę ciekawe

    OdpowiedzUsuń
  4. Może kupię, bo kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem chyba jedyną osobą, która się cieszy z braku kolorowych kosmetyków :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hihi,ja nie zamówię,bo nie mam karty kredytowej:) ale zawartość fajna:)

    OdpowiedzUsuń