czwartek, lipca 28, 2011

Wszyscy noszą Kelly, noszę i ja :)

Pomimo tego, że mój blog będzie skupiał się głównie na recenzjach kosmetyków, nie mogę oprzeć się napisaniu kilku słów o moich ukochanych bransoletkach Kelly Melu





Jestem ich fanką odkąd tylko w Warszawie pojawił się salon przy Alejach Jerozolimskich 42.

Kelly Melu to nie tylko zawieszki na sznureczkach - to cała filozofia - same bowiem tworzymy to, co chcemy pokazać na nadgarstku a grawerka, którą wykonują pracownicy salonu - ma spersonalizować nasze zawieszki. 

Ja na razie mam 4 sztuki, ale z pewnością to nie koniec.
Na serduszku jest moje imię "Agusia" :) na pieseczku imię mojej suni "Mona", na koniczynce z diamencikiem nazwa firmy, w której pracuję (prezent imieninowy od współpracowników) a na koniczynce jeszcze nic nie wygrawerowałam - to musi być jakieś extra życzenie :)

Oto moje cacuszka



3 komentarze:

  1. śliczne! nie wiedziałabym co wybrać ;p
    czy one bardzo się niszczą?? mam na myśli w kontakcie z wodą...

    OdpowiedzUsuń
  2. te duże, jak np. serduszko - rysują się w trakcie normalnego noszenia, ja nie moczę sznureczków - dlatego dobrze mi służą, ale bransoletka mojej mamy - strasznie się zniszczyła - nie zdejmowała jej przez miesiąc. mniejsze przywieszki nie rysują się. Ale Kelly ma w swojej ofercie również silikonowe bransoletki - doskonałe na lato i do basenu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dzięki za odp. i zapraszam do mnie :)
    http://sauria80world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń